Zapomniany sprzęt z lat 80-tych

15

Wojny. Inflacja. Benzyna, która kosztuje połowę Twoich oszczędności.

Brzmi jak dzisiaj? Absolutnie. Ale spójrzmy na wydarzenia sprzed czterdziestu lat. To samo zamieszanie. Dlatego kopaliśmy głęboko, aby odkryć metalowe relikty z tamtej dekady. Rzeczy, o których pewnie zapomniałeś, czy samochody, które narodziły się nieco wcześniej niż „wakacje”, ale trafiły na swoje miejsce właśnie w latach 80-tych.

Podmiejska legenda

Weźmy Subaru BRAT. Wypuszczony w 1977 roku. Wyglądał jak budżetowa Lancia, zaprojektowana przez człowieka, który tylko raz w życiu widział Jeepa. Niezawodny? Może. Bezmózgi? Niewątpliwie.

Reagan był właścicielem jednego. Na swoim ranczu w Kalifornii. Dwadzieścia lat. Jeśli twój dziwny kombi zostanie kupiony przez republikańskiego prezydenta, to z pewnością trafiłeś w sedno pewnej lojalności. Subaru sprzedawało je do 1994 roku. W Ameryce reklamowano je jako „Fun on Wheels”.

Okazał się tak popularny, że ugruntował swoją reputację niezawodności w sposób, jakiego nie potrafił żaden sedan.

Późniejsze modele otrzymały turbodoładowany silnik 1.8. Umowa z charakterem. W momencie premiery sprzedano 100 000 sztuk. To ugruntowało pozycję Subaru jako amerykańskiego sukcesu, jaki znamy dzisiaj. Niezły wynik jak na „pudełko na kółkach”.

Oferta plastikowa

Potem przyszedł czas na Plymouth Sapporo. 1978 Chrysler potrzebował technologii Mitsubishi, a Mitsubishi potrzebowało sieci dealerów w Ameryce. Tak narodził się ten cud.

Wyglądało, jakby statek kosmiczny uderzył w wózek supermarketu. Plastikowe zderzaki są wszędzie. Ale w środku? Sportowe fotele kubełkowe, podparcie lędźwiowe, przyciemniane szyby, elektryczne lusterka. Opcji jest więcej niż wystarczająco. Zużycie paliwa wynosi 40 mpg. Już sama ta liczba wyjaśnia początkowe emocje.

Kupiło go 70 000 osób. Dlaczego zapomnienie? Korporacyjna zmiana kursu. Mitsubishi ma już dość bycia młodszym partnerem Chryslera. Zaczęli sprzedawać Conquest. I nagle Sapporo nie było już okazją i zaczęło wyglądać jak ogon. Biznes może być trudny. Dostajesz samochód, którego nie możesz odmówić, dopóki nie zorientujesz się, że to wszystko od początku było fikcją.

Ogień, który zabił ambicje

Brąz Midasa. Twórczość Harolda Dermotta. To mogło stać się czymś więcej. Prawdziwy, niedrogi samochód sportowy, który w przeciwieństwie do wielu swoich rówieśników przeszedł testy bezpieczeństwa.

Struktura skorupowa z włókna szklanego. Stylizacja: Richard Oakes, aerodynamika: Gordon Murrell. Ciężka waga nazw dla startupu. Brąz zaczął się w 1978 roku. Później pojawiło się złoto. Model po prostu nabierał rozpędu, dobrze się sprzedawał, tworząc szum.

Ale w 1989 roku wybuchł pożar. Wszystko spłonęło: sprzęt, formy, marzenia. Firma została zamknięta niemal natychmiast.

Wyprodukowano tylko 500 sztuk (razem brąz i złoto). Produkt niszowy? Tak. Zapomniany? Trudno powiedzieć, zwłaszcza teraz, gdy ludzie patrzą na te linie i zdają sobie sprawę, jak wyprzedzały swoją epokę.

Samochód, który przyjechał za późno

Alfa Romeo chciała wypuścić Model 6 już w 1973 roku. Kryzys naftowy natychmiast przerwał projekt. Kto kupi dużego, pochłaniającego paliwo sedana, gdy ceny benzyny wyglądają, jakby były trzymane na okup? Projekt został przesłany do „przechowalni samochodowej”.

Pod koniec lat 70. ceny ropy wydawały się wystarczająco stabilne, aby obudzić giganta. Ale Alfa 6 była już antykiem. Pierwszy samochód, który zjechał z linii montażowej, wyglądał na przestarzały. Wewnątrz znajdował się 2,5-litrowy gaźnik V6. Niezły silnik? Tak. Nawet cenne.

Ale czy spalał paliwo? Absolutnie. Nawet w 1979 roku ludzie patrzyli z dezaprobatą na wskaźnik poziomu paliwa. W 1983 roku pojawił się nowy wygląd i wtryskiwacz Bosch. Być może nawet opcja turbodiesla. Było to jednak za mało i za późno.

Przed zamknięciem projektu w 1987 r. sprzedano zaledwie 12 000 egzemplarzy. Niezupełnie bestseller. Ale podróżuje z tą samą włoską duszą. Możesz mieć tylko nadzieję, że Twoje ubezpieczenie tego nie odzwierciedla.

Ostatni wysiłek muscle cara

Buick Century Turbo Coupe. 1979

Pamiętacie, jak Detroit zdecydowało, że małe samochody potrzebują wielkich postaci? Zainstalowali turbinę w Century. Chcieli, żeby warczał jak samochód na kucyku. Wyglądało to dość złowieszczo, jeśli nie zwrócić uwagi na linie nadwozia odziedziczone po sedanie.

Starał się być pomostem między pojazdem rodzinnym a zabawkowym samochodem typu muscle car. Czy to zadziałało? W niektórych częściach Ameryki tak. Ludziom podobał się ten rozmach. Inni uznali to za obrazę przyzwoitości. Tak czy inaczej, jest to jeden z tych samochodów, który przypomina nam, jak desperacko producenci próbowali zadowolić wszystkich, zanim w końcu się poddali.

Gdzie iść dalej? Powrót do archiwum? Może. Jest pełen metalu, rdzewieje i czeka na drugą szansę. Myślisz, że znasz historię samochodów? Najprawdopodobniej się mylisz.

Попередня статтяGM wymaga od dostawców redukcji personelu na rzecz robotów